środa, 13 maja 2009

Moja podwójność

W moim życiu rozpoczął się zupełnie nowy etap. Stałam się podwójna. Zamieszkał we mnie Mały Ludzik, który wszystko przewrócił do góry nogami. Wraz ze zmianą mojego stanu zmienił się zupełnie mój tryb życia. Nagle okazało się, że potrzebuję kilku godzin snu więcej, niż zazwyczaj. A ja z miłośniczki literatury pięknej powoli staję się namiętną czytaczką poradników ciążowych. I zaczynam się powiększać i coraz lepiej leżą na mnie te "duże" ciuchy.

To jest niesamowite. Z dnia na dzień, z ujrzeniem dwóch kresek na teście, przestajesz być właścicielem własnego ciała - „udostępniasz” je tej miniaturowej istotce, która nagle znajduje się w centrum uwagi i sprawia, że myśli zawężają się do modlitw, aby tylko było jej dobrze tam, w środku, aby sobie spokojnie i zdrowo rosła.

Z jednej strony eksplozja radości, z drugiej męczący niepokój.

Niby gwałtowne przebudzenie instynktu macierzyńskiego, ale też ociupinka strachu, co to będzie i że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Że nie będzie życia we dwójkę, ale już zawsze dwa plus jeden.

A jednak to niewiarygodne, jak łatwo można pogodzić się z tą utratą wolności na rzecz dziecka. Jak nagle wszystko inne przestaje być ważne, jak bez trudu można zdobyć się na wyrzeczenia, których w ciąży nie brakuje.

Wraz z zajściem w ciążę zmienia się dosłownie wszystko. Trudno to wyjaśnić - po prostu nie jestem już tamtą Anną. Jestem Anną non stop myślącą o tej kruszynce. Anną radosną, Anną niespokojną, Anną uśmiechniętą, Anną płaczącą bez powodu, Anną czytającą głośno baśnie Andersena i słuchającą Mozarta, Anną zamyśloną - Anną zupełnie nową. I lubię to swoje nowe wcielenie.

Korzystając egoistycznie z uroków wolności i nadmiaru wolnego czasu, wracam do moich ukochanych powieści, do Braci Karamazow i Mistrza i Małgorzaty przede wszystkim. Upajam się tą beztroską, nieśpieszną lekturą, już planuję doczytać te książki Kapuścińskiego, które tak tęsknie spoglądają z półki.

I staram się dużo śmiać, bo to kształtuje osobowość dziecka.

I jem mnóstwo zdrowych rzeczy, bo przecież Ono tam w brzuszku wcina to samo.

I dużo wypoczywam, nie jeżdżę na rowerze, ale za to spaceruję po Morskim Oku i Łazienkach.

Jednym słowem, wszystko przewróciło się do góry nogami. Jak fajnie...